Miliardy euro, dziesiątki umów i polityczne deklaracje – Gdańsk stał się centrum rozmów o odbudowie Ukrainy. Za imponującą skalą wydarzenia kryje się jednak pytanie, które coraz częściej zadają polscy przedsiębiorcy: czy w tym wyścigu o kontrakty Polska będzie realnym graczem czy jedynie statystą?
O odbudowie Ukrainy mówi się dziś przede wszystkim w kategoriach miliardów euro, funduszy i geopolityki. Znacznie rzadziej rozmawia się o tym, czy za politycznymi deklaracjami pójdą uczciwe reguły współpracy gospodarczej. Gdańska Ukraine Recovery Conference (URC) pokazała, że polityczna wola wspierania Ukrainy pozostaje silna. Nie odpowiedziała jednak na pytanie, które z polskiej perspektywy staje się coraz ważniejsze: czy polskie firmy rzeczywiście będą uczestniczyć w odbudowie Ukrainy na równych zasadach.
Ukraine Recovery Conference 2026 odbyła się w ubiegłym tygodniu. I to dobra wiadomość, choć odbyła się w cieniu poważnego napięcia dyplomatycznego. Nieroztropna decyzja prezydenta Zełenskiego o nadaniu Oddzielnemu Centrum Operacji Specjalnych „Północ” Sił Operacji Specjalnych Ukrainy honorowej nazwy „imienia Bohaterów UPA” wywołała w Polsce reakcję, której można się było spodziewać.
Prezydent Nawrocki odebrał ukraińskiemu przywódcy Order Orła Białego. Zełenski odesłał odznaczenie kurierem. W efekcie do Gdańska nie przyjechał ani prezydent Ukrainy, ani – z innych powodów – prezydent Polski. Ukrainę reprezentowała premier Julia Swyrydenko, co eksperci zgodnie oceniali jako sygnał minimalnej dobrej woli: Kijów rozumiał wagę wydarzenia i nie chciał go zbojkotować.
Skala robi wrażenie
Przez dwa dni Gdańsk był centrum światowej dyskusji o przyszłości Ukrainy i to samo w sobie ma wartość symboliczną i polityczną. Ponad siedem tys. uczestników, blisko siedemdziesiąt państw, kilkadziesiąt delegacji rządowych, dziesiątki podpisanych umów i porozumień o łącznej deklarowanej wartości około 10 mld euro. Skala robi wrażenie.
Czy ma to znaczenie gospodarcze? To się dopiero okaże. Za nami już 5 URC – w tym wieku każda konferencja w naturalny sposób się rytualizuje, co powoduje także, że trudno ocenić wymierny, gospodarczy i finansowy rezultat każdej edycji. Zresztą zwykle nikt tego nie robi – zostają w pamięci cyfry ogłoszone na konferencji (np. te 10 mld euro) – a ich faktyczna materializacja pozostaje poza oceną opinii publicznej. W dużych cyfrach są i memoranda, i instrumenty finansowe o skomplikowanej naturze, których wdrożenie jest długotrwałym procesem. W tym sensie nie da się właściwie stworzyć rankingu efektywności URC.
Doświadczenie z ostatnich kilku lat uczy ostrożności. Współpraca polskich firm z sektorem publicznym na Ukrainie idzie jak po grudzie i nie jest to obserwacja nowa ani nie wynika z ostatnich napięć politycznych. Emblematyczna jest historia przejścia granicznego Medyka–Szeginie. Pomysł jego wspólnej rozbudowy zrodził się w 2015 r. Polski rząd udzielił Ukrainie na ten cel kredytu w ramach pomocy wiązanej. W 2019 r. kontrakt na budowę o wartości 15,6 mln euro netto wygrała polska spółka Unibep. Budowa miała zakończyć się pod koniec 2020 r. Umowę kilkukrotnie aneksowano, termin przesuwano, a w marcu 2023 r., osiem lat po przyznaniu kredytu i cztery lata po podpisaniu umowy, Państwowa Służba Celna Ukrainy po prostu zerwała kontrakt.
Według strony polskiej ukraińskie służby wykorzystały dokumentację projektową przygotowaną przez Unibep do ogłoszenia nowego przetargu – tym razem skonstruowanego w taki sposób, by polska firma nie miała szans na jego wygranie. Historia ma jednak osobliwy finał: ostatecznie Unibep realizuje przedsięwzięcie po dużej dyplomatycznej szarży – drożej i z dużym opóźnieniem. Przykład ten, wielokrotnie przywoływany w Brukseli i Waszyngtonie, traktowany jest jak słoń w pokoju, o którym nie wypada mówić.
Problem polskich przedsiębiorców
Nie jest to przypadek odosobniony. Ostatnio powszechne oburzenie w polskich środowiskach biznesowych budzi zerwanie przez Lwów kontraktu z polską spółką na budowę zakładu przetwarzania odpadów. Tymczasem tuż przed otwarciem gdańskiej konferencji ten sam Lwów pochwalił się podpisaniem pakietu umów z partnerami zagranicznymi z Litwy, Niemiec, Czech, Szwecji i Francji. Choć to kolejne listy intencyjne, niewypełnione realną zamówieniową treścią, to trudno nie odnotować braku wśród sygnatariuszy polskiej firmy. Mer Lwowa nie szczędził ciepłych słów pod adresem Polski w Gdańsku…
Problem nie zaczął się wraz z obecnym kryzysem politycznym. Korupcja, nieprzejrzystość procedur i niechęć części władz regionalnych do dopuszczania polskich przedsiębiorstw do zamówień publicznych były barierą na długo przed sporem o nazwę nadaną jednostce wojskowej.
Warto o tym mówić otwarcie, bo pokusa opowiadania historii, że „kiedyś było lepiej”, nie wytrzymuje konfrontacji z faktami. Problemy polskich firm budowlanych na Ukrainie są właściwie tożsame z problemami innych firm z państw zachodnich – międzynarodowe instytucje finansowe od dawna mają kłopot z zachęceniem unijnych wykonawców do udziału w przetargach dotyczących Ukrainy. Najbardziej aktywnym zagranicznym graczem pozostają tam firmy tureckie, niezwiązane standardami UE.
Ukraińskie firmy dopisały
Na tym tle warto odnotować, co na konferencji zaskakuje pozytywnie: silna i realna obecność ukraińskiego biznesu. Firmy ukraińskie przyjechały do Gdańska z konkretną agendą: od szefów przedsiębiorstw państwowych, przez przedstawicieli sektora prywatnego, po delegacje regionalne. Galnaftogaz podpisał umowę na farmę wiatrową o mocy prawie dwustu megawatów, Naftogaz zacieśnia współpracę z Orlenem przy LNG.
Kredobank, ukraiński bank z polskim właścicielem, PKO BP, dostał 100 mln euro gwarancji EBOR, z czego większość dla małych i średnich firm. To kontynuacja dobrego pilotażu, który Kredobank realizował od wybuchu wojny na Ukrainie poprzez środki pochodzące z BGK. I wreszcie – ostatnia kwestia – to są podmioty, które budują zdolność do rzeczywistego partnerstwa.
Dialog gospodarczy i dialog w sferze bezpieczeństwa leżą zarówno w polskim, jak i ukraińskim interesie strategicznym i powinny trwać niezależnie od politycznych turbulencji. Polska powinna pozostać naturalnym pomostem między Ukrainą a Unią Europejską i tę pozycję warto utrzymywać, ale przede wszystkim także po to, aby nasi ukraińscy partnerzy zdali sobie wreszcie z tego sprawę.
Cztery największe polskie spółki energetyczne – Orlen, PGE, Enea i Tauron – podpisały w Gdańsku wspólną deklarację woli zaangażowania w odbudowę ukraińskiej infrastruktury. Deklarację, nie kontrakt. To jednak lepsze niż cisza.
Pytanie jednak pozostaje otwarte: na jakiej podstawie powinniśmy tę współpracę budować?
Zaufanie gospodarcze i polityczne będzie walutą odbudowy Ukrainy. Nie wystarczą deklaracje polityczne ani kolejne konferencje. Przedsiębiorcy inwestują tam, gdzie obowiązują przewidywalne reguły gry, można dochodzić swoich praw, a podpisane umowy są respektowane.
Tak dzieje się w przypadku firm ukraińskich w Polsce. Ich liczba rośnie, rozwijają swój potencjał, funkcjonują na równych prawach. W latach 2022–2025 obywatele Ukrainy zarejestrowali w Polsce łącznie ponad 109 tys. jednoosobowych działalności gospodarczych, co stanowi 10 procent wszystkich zarejestrowanych w tym czasie JDG w Polsce, oraz blisko 14,5 tys. spółek z kapitałem ukraińskim.
Ukraińcy odpowiadają dziś za wyraźnie ponad 10 proc. wszystkich nowo rejestrowanych firm w Polsce, a we wrześniu 2025 r. padł miesięczny rekord – blisko 3600 nowych rejestracji w ciągu jednego miesiąca. Najwięcej ukraińskich firm działa w Warszawie – ponad dziesięć tysięcy – dalej Kraków i Wrocław.
Miliardy do polskiego budżetu
Według raportu BGK migranci z Ukrainy wnieśli do polskiego budżetu w 2024 roku przez podatki i składki ubezpieczeniowe około 15,1 mld zł, podczas gdy świadczenia z programu „Rodzina 800+” kosztowały 2,8 mld zł. Składki zdrowotne odprowadzane przez pracujących w Polsce Ukraińców przekraczają 3,5 mld zł. Uchodźcy z Ukrainy pomogli wygenerować w 2024 roku 2,7 proc. polskiego PKB.
Jakie to firmy? To nie tylko budowlańcy i kierowcy, choć i oni dziś są niezbędni w polskiej gospodarce. W Polsce działa Intellias – ukraińska firma IT z biurami w Warszawie i Krakowie, zatrudniająca inżynierów oprogramowania obsługujących klientów z całej Europy.
Nova Post (Nova Poshta) – największy ukraiński operator logistyczny – otworzył w Polsce sieć punktów obsługujących diasporę i rosnący handel dwustronny. Karpackie Wody Mineralne, ukraiński producent wody mineralnej, właśnie połączył siły z Maspeksem, polskim gigantem spożywczym, który przejął 80 proc. udziałów w tej firmie, budując polsko-ukraińskie joint venture z nowym zakładem produkcyjnym w obwodzie lwowskim.
To jedna z mniej opowiedzianych historii tej wojny. Ukraińskie firmy w Polsce stworzyły tysiące miejsc pracy, płacą podatki i budują wartość dodaną dla polskiej gospodarki. To sukces, z którego korzystają obie strony. Podkreślając znaczny wkład Ukraińców we wzrost gospodarczy Polski, warto zauważyć, że owoce tego wzrostu płyną głównie do polskich (i zagranicznych) firm.
Koszty natomiast w dużej mierze ponoszą pracownicy sektora usług i produkcji, stykający się z takimi zjawiskami jak np. likwidacja miejscowych etatów na rzecz umów agencyjnych (gdzie pracę wykonują przeważnie migranci). Dlatego argument o wkładzie w PKB nie działa na nastroje sporej części polskiego społeczeństwa, która w migrantach ma konkurentów (zarówno w pracy, jak i w dostępie do mieszkań i usług publicznych).
Symetria powinna jednak działać w obie strony. Polskie firmy na Ukrainie muszą mieć realną – nie deklaratywną – szansę na uczestnictwo w przetargach, realizację kontraktów i egzekwowanie umów. Nie jest to kwestia historycznych sentymentów ani politycznych gestów. To fundament partnerstwa gospodarczego. Bez niego nawet najlepiej zorganizowana konferencja pozostanie przede wszystkim wydarzeniem dyplomatycznym, a nie początkiem trwałej współpracy.
Członek Zarządu Instytutu Sobieskiego oraz ekspert w dziedzinie gospodarki i polityki energetycznej.
Wcześniej m.in. podsekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju, minister Przedsiębiorczości i Technologii, wicepremier oraz pełnomocnik rządu ds. polsko-ukraińskiej współpracy rozwojowej.
This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
Polska pomaga, inni zarabiają? Gorzkie kulisy odbudowy Ukrainy.
Miliardy euro, dziesiątki umów i polityczne deklaracje – Gdańsk stał się centrum rozmów o odbudowie Ukrainy. Za imponującą skalą wydarzenia kryje się jednak pytanie, które coraz częściej zadają polscy przedsiębiorcy: czy w tym wyścigu o kontrakty Polska będzie realnym graczem czy jedynie statystą?
O odbudowie Ukrainy mówi się dziś przede wszystkim w kategoriach miliardów euro, funduszy i geopolityki. Znacznie rzadziej rozmawia się o tym, czy za politycznymi deklaracjami pójdą uczciwe reguły współpracy gospodarczej. Gdańska Ukraine Recovery Conference (URC) pokazała, że polityczna wola wspierania Ukrainy pozostaje silna. Nie odpowiedziała jednak na pytanie, które z polskiej perspektywy staje się coraz ważniejsze: czy polskie firmy rzeczywiście będą uczestniczyć w odbudowie Ukrainy na równych zasadach.
Ukraine Recovery Conference 2026 odbyła się w ubiegłym tygodniu. I to dobra wiadomość, choć odbyła się w cieniu poważnego napięcia dyplomatycznego. Nieroztropna decyzja prezydenta Zełenskiego o nadaniu Oddzielnemu Centrum Operacji Specjalnych „Północ” Sił Operacji Specjalnych Ukrainy honorowej nazwy „imienia Bohaterów UPA” wywołała w Polsce reakcję, której można się było spodziewać.
Prezydent Nawrocki odebrał ukraińskiemu przywódcy Order Orła Białego. Zełenski odesłał odznaczenie kurierem. W efekcie do Gdańska nie przyjechał ani prezydent Ukrainy, ani – z innych powodów – prezydent Polski. Ukrainę reprezentowała premier Julia Swyrydenko, co eksperci zgodnie oceniali jako sygnał minimalnej dobrej woli: Kijów rozumiał wagę wydarzenia i nie chciał go zbojkotować.
Skala robi wrażenie
Przez dwa dni Gdańsk był centrum światowej dyskusji o przyszłości Ukrainy i to samo w sobie ma wartość symboliczną i polityczną. Ponad siedem tys. uczestników, blisko siedemdziesiąt państw, kilkadziesiąt delegacji rządowych, dziesiątki podpisanych umów i porozumień o łącznej deklarowanej wartości około 10 mld euro. Skala robi wrażenie.
Czy ma to znaczenie gospodarcze? To się dopiero okaże. Za nami już 5 URC – w tym wieku każda konferencja w naturalny sposób się rytualizuje, co powoduje także, że trudno ocenić wymierny, gospodarczy i finansowy rezultat każdej edycji. Zresztą zwykle nikt tego nie robi – zostają w pamięci cyfry ogłoszone na konferencji (np. te 10 mld euro) – a ich faktyczna materializacja pozostaje poza oceną opinii publicznej. W dużych cyfrach są i memoranda, i instrumenty finansowe o skomplikowanej naturze, których wdrożenie jest długotrwałym procesem. W tym sensie nie da się właściwie stworzyć rankingu efektywności URC.
Doświadczenie z ostatnich kilku lat uczy ostrożności. Współpraca polskich firm z sektorem publicznym na Ukrainie idzie jak po grudzie i nie jest to obserwacja nowa ani nie wynika z ostatnich napięć politycznych. Emblematyczna jest historia przejścia granicznego Medyka–Szeginie. Pomysł jego wspólnej rozbudowy zrodził się w 2015 r. Polski rząd udzielił Ukrainie na ten cel kredytu w ramach pomocy wiązanej. W 2019 r. kontrakt na budowę o wartości 15,6 mln euro netto wygrała polska spółka Unibep. Budowa miała zakończyć się pod koniec 2020 r. Umowę kilkukrotnie aneksowano, termin przesuwano, a w marcu 2023 r., osiem lat po przyznaniu kredytu i cztery lata po podpisaniu umowy, Państwowa Służba Celna Ukrainy po prostu zerwała kontrakt.
Według strony polskiej ukraińskie służby wykorzystały dokumentację projektową przygotowaną przez Unibep do ogłoszenia nowego przetargu – tym razem skonstruowanego w taki sposób, by polska firma nie miała szans na jego wygranie. Historia ma jednak osobliwy finał: ostatecznie Unibep realizuje przedsięwzięcie po dużej dyplomatycznej szarży – drożej i z dużym opóźnieniem. Przykład ten, wielokrotnie przywoływany w Brukseli i Waszyngtonie, traktowany jest jak słoń w pokoju, o którym nie wypada mówić.
Problem polskich przedsiębiorców
Nie jest to przypadek odosobniony. Ostatnio powszechne oburzenie w polskich środowiskach biznesowych budzi zerwanie przez Lwów kontraktu z polską spółką na budowę zakładu przetwarzania odpadów. Tymczasem tuż przed otwarciem gdańskiej konferencji ten sam Lwów pochwalił się podpisaniem pakietu umów z partnerami zagranicznymi z Litwy, Niemiec, Czech, Szwecji i Francji. Choć to kolejne listy intencyjne, niewypełnione realną zamówieniową treścią, to trudno nie odnotować braku wśród sygnatariuszy polskiej firmy. Mer Lwowa nie szczędził ciepłych słów pod adresem Polski w Gdańsku…
Problem nie zaczął się wraz z obecnym kryzysem politycznym. Korupcja, nieprzejrzystość procedur i niechęć części władz regionalnych do dopuszczania polskich przedsiębiorstw do zamówień publicznych były barierą na długo przed sporem o nazwę nadaną jednostce wojskowej.
Warto o tym mówić otwarcie, bo pokusa opowiadania historii, że „kiedyś było lepiej”, nie wytrzymuje konfrontacji z faktami. Problemy polskich firm budowlanych na Ukrainie są właściwie tożsame z problemami innych firm z państw zachodnich – międzynarodowe instytucje finansowe od dawna mają kłopot z zachęceniem unijnych wykonawców do udziału w przetargach dotyczących Ukrainy. Najbardziej aktywnym zagranicznym graczem pozostają tam firmy tureckie, niezwiązane standardami UE.
Ukraińskie firmy dopisały
Na tym tle warto odnotować, co na konferencji zaskakuje pozytywnie: silna i realna obecność ukraińskiego biznesu. Firmy ukraińskie przyjechały do Gdańska z konkretną agendą: od szefów przedsiębiorstw państwowych, przez przedstawicieli sektora prywatnego, po delegacje regionalne. Galnaftogaz podpisał umowę na farmę wiatrową o mocy prawie dwustu megawatów, Naftogaz zacieśnia współpracę z Orlenem przy LNG.
Kredobank, ukraiński bank z polskim właścicielem, PKO BP, dostał 100 mln euro gwarancji EBOR, z czego większość dla małych i średnich firm. To kontynuacja dobrego pilotażu, który Kredobank realizował od wybuchu wojny na Ukrainie poprzez środki pochodzące z BGK. I wreszcie – ostatnia kwestia – to są podmioty, które budują zdolność do rzeczywistego partnerstwa.
Dialog gospodarczy i dialog w sferze bezpieczeństwa leżą zarówno w polskim, jak i ukraińskim interesie strategicznym i powinny trwać niezależnie od politycznych turbulencji. Polska powinna pozostać naturalnym pomostem między Ukrainą a Unią Europejską i tę pozycję warto utrzymywać, ale przede wszystkim także po to, aby nasi ukraińscy partnerzy zdali sobie wreszcie z tego sprawę.
Cztery największe polskie spółki energetyczne – Orlen, PGE, Enea i Tauron – podpisały w Gdańsku wspólną deklarację woli zaangażowania w odbudowę ukraińskiej infrastruktury. Deklarację, nie kontrakt. To jednak lepsze niż cisza.
Pytanie jednak pozostaje otwarte: na jakiej podstawie powinniśmy tę współpracę budować?
Zaufanie gospodarcze i polityczne będzie walutą odbudowy Ukrainy. Nie wystarczą deklaracje polityczne ani kolejne konferencje. Przedsiębiorcy inwestują tam, gdzie obowiązują przewidywalne reguły gry, można dochodzić swoich praw, a podpisane umowy są respektowane.
Tak dzieje się w przypadku firm ukraińskich w Polsce. Ich liczba rośnie, rozwijają swój potencjał, funkcjonują na równych prawach. W latach 2022–2025 obywatele Ukrainy zarejestrowali w Polsce łącznie ponad 109 tys. jednoosobowych działalności gospodarczych, co stanowi 10 procent wszystkich zarejestrowanych w tym czasie JDG w Polsce, oraz blisko 14,5 tys. spółek z kapitałem ukraińskim.
Ukraińcy odpowiadają dziś za wyraźnie ponad 10 proc. wszystkich nowo rejestrowanych firm w Polsce, a we wrześniu 2025 r. padł miesięczny rekord – blisko 3600 nowych rejestracji w ciągu jednego miesiąca. Najwięcej ukraińskich firm działa w Warszawie – ponad dziesięć tysięcy – dalej Kraków i Wrocław.
Miliardy do polskiego budżetu
Według raportu BGK migranci z Ukrainy wnieśli do polskiego budżetu w 2024 roku przez podatki i składki ubezpieczeniowe około 15,1 mld zł, podczas gdy świadczenia z programu „Rodzina 800+” kosztowały 2,8 mld zł. Składki zdrowotne odprowadzane przez pracujących w Polsce Ukraińców przekraczają 3,5 mld zł. Uchodźcy z Ukrainy pomogli wygenerować w 2024 roku 2,7 proc. polskiego PKB.
Jakie to firmy? To nie tylko budowlańcy i kierowcy, choć i oni dziś są niezbędni w polskiej gospodarce. W Polsce działa Intellias – ukraińska firma IT z biurami w Warszawie i Krakowie, zatrudniająca inżynierów oprogramowania obsługujących klientów z całej Europy.
Nova Post (Nova Poshta) – największy ukraiński operator logistyczny – otworzył w Polsce sieć punktów obsługujących diasporę i rosnący handel dwustronny. Karpackie Wody Mineralne, ukraiński producent wody mineralnej, właśnie połączył siły z Maspeksem, polskim gigantem spożywczym, który przejął 80 proc. udziałów w tej firmie, budując polsko-ukraińskie joint venture z nowym zakładem produkcyjnym w obwodzie lwowskim.
To jedna z mniej opowiedzianych historii tej wojny. Ukraińskie firmy w Polsce stworzyły tysiące miejsc pracy, płacą podatki i budują wartość dodaną dla polskiej gospodarki. To sukces, z którego korzystają obie strony. Podkreślając znaczny wkład Ukraińców we wzrost gospodarczy Polski, warto zauważyć, że owoce tego wzrostu płyną głównie do polskich (i zagranicznych) firm.
Koszty natomiast w dużej mierze ponoszą pracownicy sektora usług i produkcji, stykający się z takimi zjawiskami jak np. likwidacja miejscowych etatów na rzecz umów agencyjnych (gdzie pracę wykonują przeważnie migranci). Dlatego argument o wkładzie w PKB nie działa na nastroje sporej części polskiego społeczeństwa, która w migrantach ma konkurentów (zarówno w pracy, jak i w dostępie do mieszkań i usług publicznych).
Symetria powinna jednak działać w obie strony. Polskie firmy na Ukrainie muszą mieć realną – nie deklaratywną – szansę na uczestnictwo w przetargach, realizację kontraktów i egzekwowanie umów. Nie jest to kwestia historycznych sentymentów ani politycznych gestów. To fundament partnerstwa gospodarczego. Bez niego nawet najlepiej zorganizowana konferencja pozostanie przede wszystkim wydarzeniem dyplomatycznym, a nie początkiem trwałej współpracy.
Pierwotnie komentarz ukazał się na Zero.pl https://zero.pl/news/odbudowa-ukrainy-a-polskie-firmy-czy-wezmiemy-udzial-w-przetargach
Autor
Jadwiga Emilewicz
Członek Zarządu Instytutu Sobieskiego oraz ekspert w dziedzinie gospodarki i polityki energetycznej.
Wcześniej m.in. podsekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju, minister Przedsiębiorczości i Technologii, wicepremier oraz pełnomocnik rządu ds. polsko-ukraińskiej współpracy rozwojowej.