9 lutego 2026 r. w Leuven imec otworzył NanoIC – europejską „linię pilotażową” dla technologii układów scalonych poniżej 2 nm, czyli infrastrukturę pomiędzy laboratorium a fabryką w najnowocześniejszej technologii półprzewodnikowej. Dzień później w Warszawie premier powołał Radę Przyszłości, która ma przyspieszyć rozwój i „technologiczną suwerenność” Polski. Te dwa komunikaty warto czytać razem, bo pokazują, jak dziś realnie buduje się przewagę w mikroelektronice: dostępem do infrastruktury, kompetencji i tempa uczenia się. A także – gdzie my wciąż porządkujemy słowniki priorytetów.
NanoIC nie jest „kolejnym projektem badawczym”. To narzędzie przyspieszania wdrożeń: miejsce, gdzie nowe procesy wytwarzania, materiały i architektury układów można sprawdzać w warunkach bliskich przemysłowym, zanim ktoś weźmie na siebie ryzyko masowej produkcji. Komisja Europejska opisuje linie pilotażowe właśnie w tej logice: testy „przed masową produkcją”, które skracają drogę od wyników badań do wdrożenia. W mikroelektronice – a w półprzewodnikach szczególnie – przegrywa się dziś nie w laboratoriach, tylko na „moście” do fabryk: tam, gdzie brakuje infrastruktury, a koszt błędu jest najwyższy.
Dlaczego akurat „beyond-2 nm” i układy typu system-on-chip (SoC) są strategiczne? Bo SoC to w praktyce „komputer na jednym układzie”: logika, pamięć i łączność upakowane tak, by osiągnąć maksymalną wydajność przy minimalnym poborze energii. To rozstrzyga przewagę w sztucznej inteligencji, telekomunikacji, elektronice satelitarnej i całej klasie systemów krytycznych – także tych podwójnego zastosowania. W dokumentacji projektu CORDIS widać, że NanoIC ma rozwijać fundamenty kolejnych generacji układów (nowe architektury tranzystorów, litografię nowej klasy, elementy pamięci i połączeń w obrębie systemu), czyli rzeczy, które potem bezpośrednio przekładają się na produkty i łańcuchy dostaw.
Ważne jest też to, czego zwykle nie widać na zdjęciach z pomieszczeń czystych: NanoIC ma być nie tylko „hala + narzędzia”, ale również infrastruktura dla projektowania. CORDIS akcentuje przygotowanie pakietów projektowych (PDK) oraz wsparcie i szkolenia dla uczelni, start-upów, MŚP i przemysłu. To nie jest detal – bez tej warstwy dostęp do technologii pozostaje domeną największych graczy, a „suwerenność” redukuje się do wynajmowania kompetencji od zewnętrznych dostawców.
Skala przedsięwzięcia przypomina, że w tej grze liczy się ciężar inwestycji, a nie same deklaracje. Komisja Europejska komunikowała, że NanoIC ma skalę 2,5 mld euro, z czego 700 mln euro to finansowanie unijne i 700 mln euro to wkład rządów krajowych i regionalnych, a reszta pochodzi od partnerów przemysłowych (w tym ASML). To sygnał, że linie pilotażowe traktuje się jak infrastrukturę strategiczną – porównywalną z dużymi programami w energetyce czy telekomunikacji: kosztowną, ale dającą dźwignię dla całego ekosystemu.
Jest jeszcze jedna praktyczna obserwacja: NanoIC buduje „klub” kompetencji. imec zapowiada wieloletni program instalacji ponad setki narzędzi i współpracę z czołowymi ośrodkami badawczo-wdrożeniowymi w kilku państwach. W CORDIS widać konsorcjum i listę beneficjentów – i w tym projekcie polskich instytucji nie ma. To nie przesądza o zamknięciu drzwi, ale mówi jedno: jeśli nie stworzymy świadomej ścieżki wejścia (dla firm, uczelni i administracji), standardy, relacje i know-how będą powstawały bez naszego udziału, a potem będziemy je co najwyżej kupować.
W Polsce równolegle pojawiają się dwa sygnały, które trzeba ze sobą „zestroić”. KPRM informuje, że Rada Przyszłości ma wskazywać silniki wzrostu i skracać drogę od badań do produktu; wśród priorytetów komunikowanych publicznie są m.in. sztuczna inteligencja, technologie kosmiczne, biotechnologia, fintech oraz rozwiązania podwójnego zastosowania. W tej układance półprzewodniki nie są nazwane jako osobny, horyzontalny temat. A przecież „podwójne zastosowanie” bez bezpiecznej elektroniki i odpornego łańcucha dostaw komponentów jest w najlepszym razie życzeniem. Jednocześnie Ministerstwo Cyfryzacji już w 2025 r. opublikowało politykę dla sektora półprzewodników („Polska w grze o przyszłość – polityka dla sektora półprzewodników 2025+”), opisując filary i rolę państwa jako organizatora i klienta. Problemem nie jest więc „brak papieru”. Problemem jest ryzyko, że zabraknie politycznej rangi i sterowania – a bez tego strategia sektorowa będzie żyła obok realnych decyzji budżetowych. W sektorze najwyższych technologii liczą się nie tylko środki, ale konsekwencja i jasny sygnał: „to jest państwowy priorytet, budujemy kompetencje, wpinamy się w instrumenty europejskie”.
Stawka jest prosta: bez wejścia w ścieżkę „od projektu do prototypu” Polska będzie rozwijać aplikacje i usługi na platformach sprzętowych projektowanych i wytwarzanych gdzie indziej. To oznacza podatność na szoki dostaw, ale też słabszą pozycję negocjacyjną w obszarach, które dziś stają się częścią bezpieczeństwa gospodarczego: infrastruktura krytyczna, obronność, telekomunikacja, energetyka. Czy da się poważnie mówić o odporności państwa, jeśli warstwa sprzętowa jest „zawsze z importu”, a kompetencje projektowe są wąskie i rozproszone?
NanoIC jest ważny nie dlatego, że „ktoś coś ogłosił”, tylko dlatego, że pokazuje mechanizm: infrastruktura, kompetencje projektowe i szybkie prototypowanie. Musimy potraktować półprzewodniki jak temat bezpieczeństwa gospodarczego, a nie jak kolejną „branżę przyszłości”. Dzisiaj przewaga w sztucznej inteligencji, łączności i systemach krytycznych nie zależy tylko od oprogramowania, ale od tego, kto umie zaprojektować i szybko sprawdzić nową elektronikę, zanim trafi ona do produkcji.
Polska potrzebuje też spójnego sterowania. Inaczej zostaniemy w sytuacji, w której rozwijamy aplikacje na elektronice projektowanej i produkowanej gdzie indziej, a przy każdym kryzysie dostaw lub napięciu geopolitycznym płacimy rachunek za zależność. W tej sprawie nie wystarczy „mieć dokument” – trzeba zbudować drogę od pomysłu do działającego prototypu i konsekwentnie wzmacniać ludzi oraz instytucje, które potrafią to robić.
Dysponujemy zasobami i inicjatywami, na których można oprzeć rozwój krajowego sektora półprzewodników. Mamy przede wszystkim mocne zaplecze naukowe: od lat polscy badacze są w awangardzie technologii półprzewodników szerokoprzerwowych – materiałów, które stoją za rewolucją w diodach LED i tranzystorach mocy. Do tego dochodzi sieć rozproszonych kompetencji: zespoły na Politechnice Warszawskiej i w instytutach Sieci Badawczej Łukasiewicz, firmy projektujące układy scalone, producenci specjalistycznych komponentów oraz podmioty rozwijające optoelektronikę i fotonikę. CEZAMAT PW ma nowoczesne zaplecze laboratoriów czystych, które – po doposażeniu w kluczową infrastrukturę procesową i pomiarową – może stać się miejscem pilotażowej produkcji prototypów i krótkich serii wyspecjalizowanych komponentów półprzewodnikowych.
I tu wracamy do sedna: te kompetencje i ta infrastruktura czekają na konkretne decyzje, a nie na kolejną diagnozę. Tam, gdzie mamy przewagi i gotowe zespoły, możemy przejść od pojedynczych projektów do wdrożeń rynkowych – w elektronice mocy opartej o GaN i SiC oraz w optoelektronice (również w projektach wspieranych mechanizmami takimi jak IPCEI). Równolegle trzeba zabezpieczać technologie krzemowe tam, gdzie państwo potrzebuje pewności dostaw i przewidywalności. Warunek jest prosty: z dzisiejszej mozaiki kompetencji zbudować spójny, zarządzany program – z jasnym podziałem ról między uczelnie, instytuty, firmy i administrację oraz z odpowiedzialnością „od projektu do rynku”. Musi temu towarzyszyć ścieżka finansowania, która prowadzi od pomysłu przez prototyp do krótkiej serii, oraz publiczny popyt, który nadaje inwestycjom skalę. Bez decyzji i konsekwentnego programu nasze kompetencje pozostaną potencjałem na papierze, a nie realną podstawą bezpieczeństwa gospodarczego i przemysłu.
This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
Beyond-2 nm i bezpieczeństwo gospodarcze: NanoIC jako test realnej suwerenności UE i Polski
9 lutego 2026 r. w Leuven imec otworzył NanoIC – europejską „linię pilotażową” dla technologii układów scalonych poniżej 2 nm, czyli infrastrukturę pomiędzy laboratorium a fabryką w najnowocześniejszej technologii półprzewodnikowej. Dzień później w Warszawie premier powołał Radę Przyszłości, która ma przyspieszyć rozwój i „technologiczną suwerenność” Polski. Te dwa komunikaty warto czytać razem, bo pokazują, jak dziś realnie buduje się przewagę w mikroelektronice: dostępem do infrastruktury, kompetencji i tempa uczenia się. A także – gdzie my wciąż porządkujemy słowniki priorytetów.
NanoIC nie jest „kolejnym projektem badawczym”. To narzędzie przyspieszania wdrożeń: miejsce, gdzie nowe procesy wytwarzania, materiały i architektury układów można sprawdzać w warunkach bliskich przemysłowym, zanim ktoś weźmie na siebie ryzyko masowej produkcji. Komisja Europejska opisuje linie pilotażowe właśnie w tej logice: testy „przed masową produkcją”, które skracają drogę od wyników badań do wdrożenia. W mikroelektronice – a w półprzewodnikach szczególnie – przegrywa się dziś nie w laboratoriach, tylko na „moście” do fabryk: tam, gdzie brakuje infrastruktury, a koszt błędu jest najwyższy.
Dlaczego akurat „beyond-2 nm” i układy typu system-on-chip (SoC) są strategiczne? Bo SoC to w praktyce „komputer na jednym układzie”: logika, pamięć i łączność upakowane tak, by osiągnąć maksymalną wydajność przy minimalnym poborze energii. To rozstrzyga przewagę w sztucznej inteligencji, telekomunikacji, elektronice satelitarnej i całej klasie systemów krytycznych – także tych podwójnego zastosowania. W dokumentacji projektu CORDIS widać, że NanoIC ma rozwijać fundamenty kolejnych generacji układów (nowe architektury tranzystorów, litografię nowej klasy, elementy pamięci i połączeń w obrębie systemu), czyli rzeczy, które potem bezpośrednio przekładają się na produkty i łańcuchy dostaw.
Ważne jest też to, czego zwykle nie widać na zdjęciach z pomieszczeń czystych: NanoIC ma być nie tylko „hala + narzędzia”, ale również infrastruktura dla projektowania. CORDIS akcentuje przygotowanie pakietów projektowych (PDK) oraz wsparcie i szkolenia dla uczelni, start-upów, MŚP i przemysłu. To nie jest detal – bez tej warstwy dostęp do technologii pozostaje domeną największych graczy, a „suwerenność” redukuje się do wynajmowania kompetencji od zewnętrznych dostawców.
Skala przedsięwzięcia przypomina, że w tej grze liczy się ciężar inwestycji, a nie same deklaracje. Komisja Europejska komunikowała, że NanoIC ma skalę 2,5 mld euro, z czego 700 mln euro to finansowanie unijne i 700 mln euro to wkład rządów krajowych i regionalnych, a reszta pochodzi od partnerów przemysłowych (w tym ASML). To sygnał, że linie pilotażowe traktuje się jak infrastrukturę strategiczną – porównywalną z dużymi programami w energetyce czy telekomunikacji: kosztowną, ale dającą dźwignię dla całego ekosystemu.
Jest jeszcze jedna praktyczna obserwacja: NanoIC buduje „klub” kompetencji. imec zapowiada wieloletni program instalacji ponad setki narzędzi i współpracę z czołowymi ośrodkami badawczo-wdrożeniowymi w kilku państwach. W CORDIS widać konsorcjum i listę beneficjentów – i w tym projekcie polskich instytucji nie ma. To nie przesądza o zamknięciu drzwi, ale mówi jedno: jeśli nie stworzymy świadomej ścieżki wejścia (dla firm, uczelni i administracji), standardy, relacje i know-how będą powstawały bez naszego udziału, a potem będziemy je co najwyżej kupować.
W Polsce równolegle pojawiają się dwa sygnały, które trzeba ze sobą „zestroić”. KPRM informuje, że Rada Przyszłości ma wskazywać silniki wzrostu i skracać drogę od badań do produktu; wśród priorytetów komunikowanych publicznie są m.in. sztuczna inteligencja, technologie kosmiczne, biotechnologia, fintech oraz rozwiązania podwójnego zastosowania. W tej układance półprzewodniki nie są nazwane jako osobny, horyzontalny temat. A przecież „podwójne zastosowanie” bez bezpiecznej elektroniki i odpornego łańcucha dostaw komponentów jest w najlepszym razie życzeniem. Jednocześnie Ministerstwo Cyfryzacji już w 2025 r. opublikowało politykę dla sektora półprzewodników („Polska w grze o przyszłość – polityka dla sektora półprzewodników 2025+”), opisując filary i rolę państwa jako organizatora i klienta. Problemem nie jest więc „brak papieru”. Problemem jest ryzyko, że zabraknie politycznej rangi i sterowania – a bez tego strategia sektorowa będzie żyła obok realnych decyzji budżetowych. W sektorze najwyższych technologii liczą się nie tylko środki, ale konsekwencja i jasny sygnał: „to jest państwowy priorytet, budujemy kompetencje, wpinamy się w instrumenty europejskie”.
Stawka jest prosta: bez wejścia w ścieżkę „od projektu do prototypu” Polska będzie rozwijać aplikacje i usługi na platformach sprzętowych projektowanych i wytwarzanych gdzie indziej. To oznacza podatność na szoki dostaw, ale też słabszą pozycję negocjacyjną w obszarach, które dziś stają się częścią bezpieczeństwa gospodarczego: infrastruktura krytyczna, obronność, telekomunikacja, energetyka. Czy da się poważnie mówić o odporności państwa, jeśli warstwa sprzętowa jest „zawsze z importu”, a kompetencje projektowe są wąskie i rozproszone?
NanoIC jest ważny nie dlatego, że „ktoś coś ogłosił”, tylko dlatego, że pokazuje mechanizm: infrastruktura, kompetencje projektowe i szybkie prototypowanie. Musimy potraktować półprzewodniki jak temat bezpieczeństwa gospodarczego, a nie jak kolejną „branżę przyszłości”. Dzisiaj przewaga w sztucznej inteligencji, łączności i systemach krytycznych nie zależy tylko od oprogramowania, ale od tego, kto umie zaprojektować i szybko sprawdzić nową elektronikę, zanim trafi ona do produkcji.
Polska potrzebuje też spójnego sterowania. Inaczej zostaniemy w sytuacji, w której rozwijamy aplikacje na elektronice projektowanej i produkowanej gdzie indziej, a przy każdym kryzysie dostaw lub napięciu geopolitycznym płacimy rachunek za zależność. W tej sprawie nie wystarczy „mieć dokument” – trzeba zbudować drogę od pomysłu do działającego prototypu i konsekwentnie wzmacniać ludzi oraz instytucje, które potrafią to robić.
Dysponujemy zasobami i inicjatywami, na których można oprzeć rozwój krajowego sektora półprzewodników. Mamy przede wszystkim mocne zaplecze naukowe: od lat polscy badacze są w awangardzie technologii półprzewodników szerokoprzerwowych – materiałów, które stoją za rewolucją w diodach LED i tranzystorach mocy. Do tego dochodzi sieć rozproszonych kompetencji: zespoły na Politechnice Warszawskiej i w instytutach Sieci Badawczej Łukasiewicz, firmy projektujące układy scalone, producenci specjalistycznych komponentów oraz podmioty rozwijające optoelektronikę i fotonikę. CEZAMAT PW ma nowoczesne zaplecze laboratoriów czystych, które – po doposażeniu w kluczową infrastrukturę procesową i pomiarową – może stać się miejscem pilotażowej produkcji prototypów i krótkich serii wyspecjalizowanych komponentów półprzewodnikowych.
I tu wracamy do sedna: te kompetencje i ta infrastruktura czekają na konkretne decyzje, a nie na kolejną diagnozę. Tam, gdzie mamy przewagi i gotowe zespoły, możemy przejść od pojedynczych projektów do wdrożeń rynkowych – w elektronice mocy opartej o GaN i SiC oraz w optoelektronice (również w projektach wspieranych mechanizmami takimi jak IPCEI). Równolegle trzeba zabezpieczać technologie krzemowe tam, gdzie państwo potrzebuje pewności dostaw i przewidywalności. Warunek jest prosty: z dzisiejszej mozaiki kompetencji zbudować spójny, zarządzany program – z jasnym podziałem ról między uczelnie, instytuty, firmy i administrację oraz z odpowiedzialnością „od projektu do rynku”. Musi temu towarzyszyć ścieżka finansowania, która prowadzi od pomysłu przez prototyp do krótkiej serii, oraz publiczny popyt, który nadaje inwestycjom skalę. Bez decyzji i konsekwentnego programu nasze kompetencje pozostaną potencjałem na papierze, a nie realną podstawą bezpieczeństwa gospodarczego i przemysłu.
Autor
Dr inż. Jakub Kaczmarski
Ekspert w dziedzinie: mikroelektroniki, półprzewodników i transferu technologii z ponad 15-letnim doświadczeniem badawczo-rozwojowym i strategicznym.