Międzynarodowe korporacje działające w Polsce od lat wykorzystują transakcje wewnątrzgrupowe do obniżania dochodu wykazywanego w kraju i przenoszenia zysków do jurysdykcji o niższym opodatkowaniu — najczęściej do kraju siedziby spółki matki lub do rajów podatkowych.
Mechanizm jest prosty w swojej logice: polska spółka córka ponosi na rzecz podmiotów powiązanych za granicą wysokie koszty (licencje, usługi, odsetki), które pomniejszają jej podstawę opodatkowania CIT w Polsce, podczas gdy odpowiadający im przychód powstaje i jest opodatkowany za granicą — często według stawki znacznie niższej niż polskie 19 proc.
Skala zjawiska nie jest marginalna. Według szacunków Polskiego Instytutu Ekonomicznego podmioty zagraniczne odpowiadają za około 15 proc. całej luki w podatku CIT w Polsce. Sama zaś luka w 2020 roku szacowana była na 21,9 mld zł. Problem jednak narasta. Ministerstwo Finansów informowało, że w 2024 r. skala dochodu, którego podmioty zagraniczne próbowały uniknąć przy pomocy cen transferowych, podwoiła się rok do roku. Debatę publiczną podsyciły porównania obciążeń: krajowi przedsiębiorcy płacą relatywnie wysoki CIT, podczas gdy zagraniczni konkurenci o wielokrotnie wyższych przychodach wykazują podatek symboliczny — media przywoływały przykład firmy kurierskiej, która przy 5,5 mld zł przychodu zapłaciła ok. 20 mln zł CIT (0,4 proc. obrotu), a jej spółka siostrzana z obszaru e-commerce — zero.
Ceny transferowe — fundament mechanizmu
Ceny transferowe to warunki (przede wszystkim ceny) stosowane w transakcjach między podmiotami powiązanymi, np. między polską spółką, a jej zagraniczną centralą. Prawo wymaga, aby były one ustalane na poziomie rynkowym, czyli tak, jak umówiłyby się niezależne firmy. W praktyce jednak manipulacja tymi cenami była i pozostaje głównym kanałem przerzucania zysków: polska spółka kupuje od podmiotów z grupy towary, komponenty lub usługi po cenach zawyżonych albo sprzedaje własne produkty po cenach zaniżonych. Efekt jest ten sam — marża „osiada” za granicą, a w Polsce zostaje minimalny dochód lub księgowa strata.
Do 2017 r. firmy mogły stosunkowo swobodnie kształtować ceny transakcji wewnętrznych bez szczegółowej dokumentacji. Szczególnie popularne było zawyżanie opłat za zarządzanie, tantiem licencyjnych i kosztów tzw. usług wspólnych ponad rzeczywistą wartość świadczeń. Poniższe mechanizmy — licencje na znak towarowy, opłaty IT i pożyczki wewnątrzgrupowe — są w istocie szczególnymi przypadkami tej samej techniki.
Opłaty licencyjne za znak towarowy
Klasycznym i najbardziej rozpoznawalnym w Polsce przykładem jest licencjonowanie marki. Głośna stała się sprawa z 2008 r., gdy France Télécom zawarł z zależną od siebie TP SA umowę licencyjną na markę Orange — polska spółka płaciła 1,6 proc. swoich przychodów za brand obecny na rynku zaledwie od trzech lat. Operacja była legalna, a wysokość opłaty oceniano nawet jako rynkową, ale właśnie wtedy pojęcie „cen transferowych” weszło do powszechnej świadomości.
Schemat działa następująco: prawa do znaku towarowego, know-how lub innej własności intelektualnej należą do podmiotu z grupy zlokalizowanego za granicą (często w jurysdykcji z preferencyjnym opodatkowaniem dochodów z IP). Polska spółka operacyjna płaci za korzystanie z marki opłatę liczoną jako procent od przychodów — co przy dużych obrotach oznacza dziesiątki lub setki milionów złotych kosztów rocznie, systematycznie „zjadających” polski dochód. W spotykanych w praktyce umowach opłaty wahają się od ok. 1 proc. do nawet 4 proc. przychodów ze sprzedaży.
Odmianą tego schematu, stosowaną także przez podmioty krajowe, jest wyprowadzenie znaku, którego firma sama była właścicielem, do spółki celowej, a następnie „wynajmowanie” go z powrotem. Rada do Spraw Przeciwdziałania Unikaniu Opodatkowania w serii uchwał uznała takie konstrukcje za sztuczne i podjęte przede wszystkim w celu uzyskania korzyści podatkowej: podatnik zaliczał do kosztów opłaty licencyjne za znak, który wcześniej sam wytworzył, a spółka celowa — bez pracowników i realnej działalności — kompensowała przychód licencyjny odpisami amortyzacyjnymi. Do takich działań fiskus dziś stosuje klauzulę przeciwko unikaniu opodatkowania (GAAR).
Opłaty za usługi niematerialne i systemy informatyczne
Drugą grupą kosztów przerzucających dochód są opłaty za usługi wewnątrzgrupowe: dostęp do centralnych systemów informatycznych (ERP, systemy logistyczne, platformy sprzedażowe), usługi wsparcia, doradztwo, zarządzanie, marketing grupowy. Ich cechą wspólną jest trudna weryfikowalność — nie sposób łatwo ustalić, ile „naprawdę” warta jest licencja na korporacyjny system IT albo godzina pracy centrali. Daje to grupom szerokie pole do zawyżania obciążeń: polska spółka otrzymuje co roku fakturę alokującą na nią część kosztów centrali (często według kluczy przychodowych), powiększoną o narzut, a dodatkowo płaci za dostęp do oprogramowania rozwijanego w kraju spółki matki. Organy skarbowe coraz częściej kwestionują takie rozliczenia, badając, czy usługi zostały faktycznie wykonane i czy przyniosły polskiej spółce realną korzyść, czy też są to „usługi tylko na papierze”. Wymaga to jednak specjalistycznej wiedzy pracowników KAS, szczególnie ważnej, gdy umowy są bardzo skomplikowane.
Pożyczki wewnątrzgrupowe i koszty finansowania
Trzecim filarem optymalizacji jest zadłużanie polskiej spółki wobec grupy zamiast wyposażania jej w kapitał własny (tzw. cienka kapitalizacja). Spółka matka lub grupowa spółka finansowa (często zlokalizowana w jurysdykcji o łagodnym opodatkowaniu odsetek, jak historycznie Holandia czy Luksemburg) udziela polskiej córce pożyczek, od których ta płaci odsetki. Odsetki są kosztem podatkowym w Polsce, a przychodem — za granicą. Przy odpowiednio wysokim zadłużeniu i oprocentowaniu można w ten sposób „wyzerować” polski dochód, mimo że ekonomicznie kapitał nigdy nie opuszcza grupy. Dodatkowe warianty to cash pooling, gwarancje wewnątrzgrupowe i opłaty za udostępnienie finansowania.
Odpowiedzią ustawodawcy są limity kosztów finansowania dłużnego, przepisy o podatku u źródła od odsetek oraz szczególna uwaga organów przy kontrolach cen transferowych — badane jest m.in. to, czy oprocentowanie pożyczek wewnątrzgrupowych odpowiada warunkom rynkowym i czy niezależny pożyczkodawca w ogóle udzieliłby finansowania na takich warunkach.
Prezes Zarządu Instytutu Sobieskiego i ekspert w dziedzinie gospodarki. Wcześniej m.in. Wiceminister finansów, Główny Rzecznik Dyscypliny Finansów Publicznych oraz Prezes Zarządu Pekao SA.
This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may affect your browsing experience.
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
Any cookies that may not be particularly necessary for the website to function and is used specifically to collect user personal data via analytics, ads, other embedded contents are termed as non-necessary cookies. It is mandatory to procure user consent prior to running these cookies on your website.
Optymalizacja podatkowa firm zagranicznych w Polsce
Międzynarodowe korporacje działające w Polsce od lat wykorzystują transakcje wewnątrzgrupowe do obniżania dochodu wykazywanego w kraju i przenoszenia zysków do jurysdykcji o niższym opodatkowaniu — najczęściej do kraju siedziby spółki matki lub do rajów podatkowych.
Mechanizm jest prosty w swojej logice: polska spółka córka ponosi na rzecz podmiotów powiązanych za granicą wysokie koszty (licencje, usługi, odsetki), które pomniejszają jej podstawę opodatkowania CIT w Polsce, podczas gdy odpowiadający im przychód powstaje i jest opodatkowany za granicą — często według stawki znacznie niższej niż polskie 19 proc.
Skala zjawiska nie jest marginalna. Według szacunków Polskiego Instytutu Ekonomicznego podmioty zagraniczne odpowiadają za około 15 proc. całej luki w podatku CIT w Polsce. Sama zaś luka w 2020 roku szacowana była na 21,9 mld zł. Problem jednak narasta. Ministerstwo Finansów informowało, że w 2024 r. skala dochodu, którego podmioty zagraniczne próbowały uniknąć przy pomocy cen transferowych, podwoiła się rok do roku. Debatę publiczną podsyciły porównania obciążeń: krajowi przedsiębiorcy płacą relatywnie wysoki CIT, podczas gdy zagraniczni konkurenci o wielokrotnie wyższych przychodach wykazują podatek symboliczny — media przywoływały przykład firmy kurierskiej, która przy 5,5 mld zł przychodu zapłaciła ok. 20 mln zł CIT (0,4 proc. obrotu), a jej spółka siostrzana z obszaru e-commerce — zero.
Ceny transferowe — fundament mechanizmu
Ceny transferowe to warunki (przede wszystkim ceny) stosowane w transakcjach między podmiotami powiązanymi, np. między polską spółką, a jej zagraniczną centralą. Prawo wymaga, aby były one ustalane na poziomie rynkowym, czyli tak, jak umówiłyby się niezależne firmy. W praktyce jednak manipulacja tymi cenami była i pozostaje głównym kanałem przerzucania zysków: polska spółka kupuje od podmiotów z grupy towary, komponenty lub usługi po cenach zawyżonych albo sprzedaje własne produkty po cenach zaniżonych. Efekt jest ten sam — marża „osiada” za granicą, a w Polsce zostaje minimalny dochód lub księgowa strata.
Do 2017 r. firmy mogły stosunkowo swobodnie kształtować ceny transakcji wewnętrznych bez szczegółowej dokumentacji. Szczególnie popularne było zawyżanie opłat za zarządzanie, tantiem licencyjnych i kosztów tzw. usług wspólnych ponad rzeczywistą wartość świadczeń. Poniższe mechanizmy — licencje na znak towarowy, opłaty IT i pożyczki wewnątrzgrupowe — są w istocie szczególnymi przypadkami tej samej techniki.
Opłaty licencyjne za znak towarowy
Klasycznym i najbardziej rozpoznawalnym w Polsce przykładem jest licencjonowanie marki. Głośna stała się sprawa z 2008 r., gdy France Télécom zawarł z zależną od siebie TP SA umowę licencyjną na markę Orange — polska spółka płaciła 1,6 proc. swoich przychodów za brand obecny na rynku zaledwie od trzech lat. Operacja była legalna, a wysokość opłaty oceniano nawet jako rynkową, ale właśnie wtedy pojęcie „cen transferowych” weszło do powszechnej świadomości.
Schemat działa następująco: prawa do znaku towarowego, know-how lub innej własności intelektualnej należą do podmiotu z grupy zlokalizowanego za granicą (często w jurysdykcji z preferencyjnym opodatkowaniem dochodów z IP). Polska spółka operacyjna płaci za korzystanie z marki opłatę liczoną jako procent od przychodów — co przy dużych obrotach oznacza dziesiątki lub setki milionów złotych kosztów rocznie, systematycznie „zjadających” polski dochód. W spotykanych w praktyce umowach opłaty wahają się od ok. 1 proc. do nawet 4 proc. przychodów ze sprzedaży.
Odmianą tego schematu, stosowaną także przez podmioty krajowe, jest wyprowadzenie znaku, którego firma sama była właścicielem, do spółki celowej, a następnie „wynajmowanie” go z powrotem. Rada do Spraw Przeciwdziałania Unikaniu Opodatkowania w serii uchwał uznała takie konstrukcje za sztuczne i podjęte przede wszystkim w celu uzyskania korzyści podatkowej: podatnik zaliczał do kosztów opłaty licencyjne za znak, który wcześniej sam wytworzył, a spółka celowa — bez pracowników i realnej działalności — kompensowała przychód licencyjny odpisami amortyzacyjnymi. Do takich działań fiskus dziś stosuje klauzulę przeciwko unikaniu opodatkowania (GAAR).
Opłaty za usługi niematerialne i systemy informatyczne
Drugą grupą kosztów przerzucających dochód są opłaty za usługi wewnątrzgrupowe: dostęp do centralnych systemów informatycznych (ERP, systemy logistyczne, platformy sprzedażowe), usługi wsparcia, doradztwo, zarządzanie, marketing grupowy. Ich cechą wspólną jest trudna weryfikowalność — nie sposób łatwo ustalić, ile „naprawdę” warta jest licencja na korporacyjny system IT albo godzina pracy centrali. Daje to grupom szerokie pole do zawyżania obciążeń: polska spółka otrzymuje co roku fakturę alokującą na nią część kosztów centrali (często według kluczy przychodowych), powiększoną o narzut, a dodatkowo płaci za dostęp do oprogramowania rozwijanego w kraju spółki matki. Organy skarbowe coraz częściej kwestionują takie rozliczenia, badając, czy usługi zostały faktycznie wykonane i czy przyniosły polskiej spółce realną korzyść, czy też są to „usługi tylko na papierze”. Wymaga to jednak specjalistycznej wiedzy pracowników KAS, szczególnie ważnej, gdy umowy są bardzo skomplikowane.
Pożyczki wewnątrzgrupowe i koszty finansowania
Trzecim filarem optymalizacji jest zadłużanie polskiej spółki wobec grupy zamiast wyposażania jej w kapitał własny (tzw. cienka kapitalizacja). Spółka matka lub grupowa spółka finansowa (często zlokalizowana w jurysdykcji o łagodnym opodatkowaniu odsetek, jak historycznie Holandia czy Luksemburg) udziela polskiej córce pożyczek, od których ta płaci odsetki. Odsetki są kosztem podatkowym w Polsce, a przychodem — za granicą. Przy odpowiednio wysokim zadłużeniu i oprocentowaniu można w ten sposób „wyzerować” polski dochód, mimo że ekonomicznie kapitał nigdy nie opuszcza grupy. Dodatkowe warianty to cash pooling, gwarancje wewnątrzgrupowe i opłaty za udostępnienie finansowania.
Odpowiedzią ustawodawcy są limity kosztów finansowania dłużnego, przepisy o podatku u źródła od odsetek oraz szczególna uwaga organów przy kontrolach cen transferowych — badane jest m.in. to, czy oprocentowanie pożyczek wewnątrzgrupowych odpowiada warunkom rynkowym i czy niezależny pożyczkodawca w ogóle udzieliłby finansowania na takich warunkach.
Pierwotnie komentarz ukazał się na wGospodarce.pl: https://wgospodarce.pl/informacje/157075-optymalizacja-podatkowa-firm-zagranicznych-w-polsce
Autor
Leszek Skiba
Prezes Zarządu Instytutu Sobieskiego i ekspert w dziedzinie gospodarki. Wcześniej m.in. Wiceminister finansów, Główny Rzecznik Dyscypliny Finansów Publicznych oraz Prezes Zarządu Pekao SA.